Kiedy AI nas zastąpi?

22. maja 2026

W historii ludzkości było wiele momentów przełomowych. Momentów, które budziły zachwyt, ale też lęk. Dzisiejszy rozwój sztucznej inteligencji wydaje się bezprecedensowy, nigdy wcześniej zmiany nie zachodziły tak szybko i na tak ogromną skalę. A jednak to nie pierwszy raz, kiedy technologia zmienia zasady gry.

Kiedy wynaleziono fotografię, wielu uważało, że to koniec malarstwa. W końcu po co malować rzeczywistość, skoro można ją uchwycić szybciej, dokładniej i „bardziej prawdziwie”? A jednak malarstwo nie tylko nie zniknęło, ono się zmieniło.

Zaczęły powstawać nowe kierunki, nowe sposoby wyrazu, nowe języki wizualne. Artyści przestali konkurować z rzeczywistością, a zaczęli interpretować ją na swój sposób, przez emocje, wrażliwość, doświadczenie.

Dziś jesteśmy w bardzo podobnym momencie.

Wiele osób obawia się, że ogrody przestaną być projektowane przez ludzi, a ich miejsce zajmie sztuczna inteligencja. Że proces projektowy stanie się szybki, automatyczny i pozbawiony duszy.

Mnie jednak ten kierunek bardziej ekscytuje, niż niepokoi.

Zawsze będą ludzie, którzy szukają czegoś więcej niż tylko funkcjonalnego rozwiązania. Ludzie wrażliwi na detal, na emocję, na historię wpisaną w projekt. Tak jak dziś wciąż istnieje potrzeba malarstwa, mimo że fotografia jest dostępna dla każdego.

Nie martwię się więc o przyszłość projektowania.

Widzę za to ogromny potencjał w tym, co się dzieje. Do tej pory wiele osób, które miały nawet niewielki kawałek ziemi, nie mogło pozwolić sobie na współpracę z projektantem. Dziś sztuczna inteligencja daje im narzędzia, które pozwalają zacząć, zaplanować, zrozumieć, spróbować.

Powszechny dostęp do wiedzy o glebie, roślinach i warunkach środowiskowych sprawia, że coraz więcej osób może świadomie tworzyć swoje ogrody.

A to oznacza coś więcej niż tylko estetykę.

To oznacza więcej zieleni,

więcej przestrzeni dla owadów,

więcej bioróżnorodności,

więcej kontaktu człowieka z naturą,

i więcej radości z tworzenia.

Osobiście jestem wdzięczna za to, co się dzieje. Widzę w tym coś na kształt daru, jak ogień wykradziony bogom przez Prometeusza.

Bo dziś każdy może rozpalić swoje własne ognisko.

A to, co z nim zrobi, zależy już tylko od niego.