Tego ogrodu nie zobaczysz z zewnątrz.
Najpierw trzeba przejść długi korytarz prowadzący przez dom. Dopiero po chwili przestrzeń nagle się otwiera. Salon, otoczony z każdej strony ogromnymi przeszkleniami, staje się granicą pomiędzy architekturą a krajobrazem.
Właścicielka często mówi o tym miejscu jak o „Tajemniczym Ogrodzie” z powieści The Secret Garden. I rzeczywiście jest w tym coś niezwykłego. Ogród nie odsłania się od ulicy ani od bramy. Jest ukryty głęboko we wnętrzu domu, niczym prywatny świat dostępny tylko dla jego mieszkańców.


Posesja położona jest wysoko na zboczu wzgórza nad Jeziorem Lugano. Są dni, kiedy chmury zawisają poniżej tarasów. U podnóża rozciąga się jezioro, a za nim daleki horyzont i górskie krajobrazy. Widoki są tutaj spektakularne i od pierwszej chwili wiadomo, że krajobraz będzie jednym z głównych bohaterów projektu.
Nasza pierwsza wizyta przebiegała jak zwykle. Zanim zaczniemy projektować, staramy się zrozumieć miejsce. Obserwujemy lokalną roślinność, analizujemy warunki pogodowe, sprawdzamy ekspozycję i ukształtowanie terenu. Chcemy wiedzieć, jak żyje dane miejsce, zanim zaczniemy proponować własne rozwiązania.
Potem przychodzi czas na rozmowę.
Spotkaliśmy się z inwestorami, słuchając ich historii, marzeń i oczekiwań. W pewnym momencie wszyscy zamilkliśmy. Staliśmy obok siebie, patrząc na jezioro i góry. To był jeden z tych momentów, kiedy projekt zaczyna powstawać jeszcze zanim pojawi się pierwsza kreska na papierze.
Wtedy poczuliśmy, że będzie to wyjątkowy ogród.
Przez kolejne miesiące, podczas zimowego procesu projektowego, pomysły stopniowo nabierały kształtu. Wiosną byliśmy gotowi rozpocząć realizację.

Po niespełna roku wróciliśmy do Szwajcarii.
Tym razem, aby spotkać się z Miriam, właścicielką firmy Giardini Fiortini, która realizuje nasz ogród. To kolejna niezwykła osoba, która z ogromną pasją podchodzi do swojej pracy. W takich projektach relacja pomiędzy projektantem a wykonawcą ma ogromne znaczenie. To właśnie dzięki niej wizualizacje zaczynają zamieniać się w rzeczywistość.

Choć projekt określa lokalizację głazów, ścieżek czy grup roślin, wiele decyzji zapada już na miejscu. Każdy kamień ma inny charakter. Inaczej odbija światło, ma własną strukturę i proporcje. To właśnie te niuanse decydują o ostatecznym efekcie.
Dlatego staramy się być obecni podczas najważniejszych etapów realizacji.
To jeden z moich ulubionych momentów w pracy. Chwila, kiedy to, co przez wiele miesięcy istniało jedynie na ekranie komputera, zaczyna nabierać realnych kształtów.


Założenie ogrodu w tym miejscu od początku było wyzwaniem. Strome zbocze utrudniało prowadzenie prac, ale jednocześnie stało się jednym z największych atutów projektu. Dzięki różnicom wysokości mogliśmy stworzyć wielopoziomową przestrzeń z kilkoma punktami widokowymi oraz kompozycjami roślinnymi budowanymi warstwowo, które stopniowo odsłaniają kolejne perspektywy na jezioro i otaczający krajobraz.
Skala trudności najlepiej widoczna była podczas dostaw. Część materiałów i roślin transportowano na teren budowy przy pomocy helikoptera. Widok unoszących się nad zboczem drzew i kamieni przypominał bardziej realizację filmu niż zakładanie ogrodu.
To był moment, w którym ogród zaczął naprawdę istnieć. Nie na ekranie komputera, ale tutaj, wysoko nad Jeziorem Lugano.
